Afera związana z emisją spalin w autach marki Volkswagen nie tylko poważnie nadszarpnęła wizerunek niemieckiego koncernu. Ostro zareagowała na nią także Unia Europejska.

Diesle won z centrum

Czas na proekologiczne działania zawsze jest dobry, ale w ostatnich paru latach, w których nasiliło się powstawanie smogu, jest idealny, jeśli chcemy oddychać możliwie najzdrowszym powietrzem. Jego jakość znacząco się pogarsza, a polskie miasta niestety są w europejskiej czołówce najbardziej zanieczyszczonych.

W naszym kraju na dobrą sprawę dopiero przymierzają się do walki z problemem. Za to w niektórych dużych miastach Europy i Ameryki Łacińskiej ich władze zapowiedziały, że do 2025 roku nie będzie możliwy wjazd do centrów dla samochodów z silnikami Diesla. Do tego czasu ma on obowiązywać w Paryżu, Madrycie, Atenach i Meksyku. W miastach tych stężenie zanieczyszczeń w powietrzu przez większość roku utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. W Polsce na razie miasta (Warszawa, Kraków) ograniczają się do ogłaszania alarmów smogowych. Walczący o czyste powietrze czekają na konkretniejsze decyzje.

Ostrzejsze normy UE

Unia przez lata wspierała diesle, także przez niższe opodatkowanie. Przez kilkanaście lat istnienia takiej polityki okazało się, że auta na to paliwo emituje NO2, który u dorosłych powoduje, chociażby ataki serca, udary mózgu, nowotwory płuc. UE planuje znacznie zaostrzenie norm z punktu widzenia emisji szkodliwych substancji przez diesle (konkretnie norm Euro 5 i Euro 6).

Afera Volkswagen-gate uzmysłowiła europejskim prawodawcom, że warto deklarowana, osiągnięta w laboratoriach, może się znacznie różnić od rzeczywistej, która pojawia się podczas codziennego użytkowania pojazdu. Głowy popiołem posypali producenci i już zapowiadają, że zgodzą się na pomiary emitowanych substancji poza warunkami laboratoryjnymi, na drodze. Chcą jednak czasu na dostosowanie aut do nowych wymogów.

UE wprowadzi też obowiązek pokazywania na desce rozdzielczej informacji o średnim i całkowitym zużyciu paliwa, spalaniu na biegu jałowym oraz przez całe życie pojazdu. W obecnych, nowych autach tylko niektóre z tych danych są wyświetlane.

Więcej aut na prąd

Mamy już w Polsce autobusy napędzane energią elektryczną. I wygląda na to, że w najbliższych latach będziemy mieć coraz więcej aut na prąd. Europejski komisarz ds. Rynku Wewnętrznego i Usług, Elżbieta Bieńkowska, wypowiadała się już w sprawie promowania przez UE bardziej ekologicznych metod transportu, mając na myśli zapewne również pojazdy zasilane prądem.

Polacy będą bardziej elektromobilni

Działania urzędników europejskich zdaje się wyprzedzać polska firma Lotos. Jakby przewidując ostre działania UE w obronie klimatu i jej walkę z trucicielami, firma planuje ponoć zwiększyć na swoich stacjach liczbę punktów, które wyposażone będą w punkty ładowana pojazdów z napędem elektrycznym. Informację na ten temat podała zwykle dobrze poinformowana „Rzeczpospolita”. Na razie Lotos ma ponoć w planach stworzenie punktów ładowania na 50 stacjach, które znajdują się przy autostradach i drogach szybkiego ruchu. Nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia tych danych. Szacunkowe dane podawane przez dziennik mówią, że inwestycja może być warta 10 mln złotych.

Do walki o przyjazne środowisko i zmniejszenie zanieczyszczenia powietrza przymierzają się też dwa inne polskie koncerny. Są nimi Energa i PGE.

Volkswagen i czas „zielonej ery”

Co ciekawe, do wyścigu o elektromobilność Europy włączył się… Volkswagen. W 2016 roku, na wystawie samochodowej w Paryżu, jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast Europy, niemiecki koncern zaprezentował model Volkswagen I.D. Auto. Pojazd całkowicie elektryczny i autonomiczny. Ma on zapoczątkować okres tak zwanej zielonej ery w historii firmy, które w ogóle nie będą emitować dwutlenku węgla. Volkswagen I.D. Auto za parę lat ma wejść do produkcji. Auto może przejechać wiele kilometrów na jednym ładowaniu, a jego bateria ma się ładować w rekordowo krótkim czasie.