Handlarze aut używanych to często doświadczeni kombinatorzy odznaczający się wielkim cwaniactwem. Latami wypracowali mnóstwo technik na które łapie się setki osób każdego roku. Oto tylko niewielka część ich sztuczek które warto znać, aby zakup nie okazał się początkiem góry problemów.

Zdrowy rozsądek to podstawa.

Należy zacząć od pojęcia zdrowego rozsądku w praktyce. Kupno samochodu wiąże się często z nadmiernymi emocjami, które towarzyszą całej transakcji. Te skutecznie potrafią przyćmić wiele mankamentów, których nie dostrzegamy w trakcie oględzin. Ale twierdzenie, iż ewentualna transakcja zaczyna się podczas oglądania wystawionego pojazdu może być mylne. Cała gra zaczyna się znacznie wcześniej, a oto jej kulisy.

komis

O sprzedającym i jego aucie może już dużo powiedzieć forma ogłoszenia. Niesamowicie istotny jest opis pojazdu. Najczęściej osoby szczere nie mają nic o ukrycia w związku z czym piszą wszystko w zgodzie z prawdą – wady i zalety. W przypadku wspomnianych cwaniaków bywa tak, że opis to najczęściej pean pochwalny w którym trudno uświadczyć jakiejkolwiek wady. Przy przeglądaniu ofert w sieci dobrze jest zwrócić uwagę, czy nie mają podobnego brzmienia i treści. Zdania składowe mogą być takie same, zaś zmianie ulegają wyłącznie same suche parametry. Wówczas mamy do czynienia z tzw. przeklejaniem dotyczącym wielu ogłoszeń, które pomimo innego twórcy oferty po prostu pochodzą z tego samego punktu handlowego. Druga sprawa to zdjęcia. Prywatni sprzedawcy zazwyczaj umieszczają je w zgodzie ze stanem faktycznym, natomiast handlowcy wykorzystują efekty i czyszczą do szpiku newralgiczne elementy takie jak wnętrze, tapicerka, deska rozdzielcza oraz silnik. Dobry samochód – to taki który jest wciąż w użytku, a wiadomo – będący w drodze nie jest idealnie lśniący i czysty. Warto także spojrzeć na tło zdjęcia. Handlowcy zapominają o tym, że w obiektyw może się wedrzeć inne auto, lub tablica informująca o auto-handlu, lub siatka  kolczasta okalająca większość takich miejsc. Wszak prywatny sprzedawca zawsze wzbudza większe zaufanie. W trakcie wykonania pierwszego telefonu można zaimprowizować – czyli jeśli ogłoszenie dotyczy Mercedesa celowo warto się celowo przejęzyczyć i powiedzieć o Audi – może rybka złapie haczyk i motyw prywatnego sprzedawcy z opisu runie?

menadżer floty - magazyn o zarządzaniu flotą samochodów

Najczęstsze sztuczki.

Sprzedawcy zawodowi często dla niepoznaki przyjmują potencjalnych klientów na stacjach, parkingach, lub u siebie w prywatnych domach. W ten sposób chcą ukryć posiadanie przedsiębiorstwa zajmującego się sprzedażą aut. Inna sztuczka dotyczy przeróbki aut angielskich – kierownica po prawej stronie na europejskie. Takie przerobione auto jest niedopuszczalne ze względu na zagrożenie jakie stwarza. Jeśli mamy wątpliwość spójrzmy na klamki – te od strony kierowcy zawsze będą mieć ręczny zamek. Gdyby taki zamek znajdował się od strony pasażera – wiedź, że coś się działo. Kolejny przykład sztuczki dotyczy modeli typu Seicento, Clio, Yaris itp. Zdarza się, iż po stronie pasażera widoczne są pod siedzeniem miejsca ingerencji zewnętrznej które nie sposób ukryć. Wówczas możemy mieć pewność, że auto jest zdarte i wysłużone, ponieważ jeździło w szkole jazdy, bądź podczas egzaminów, a miejsca to ślad po dodatkowym zestawie sprzęgła oraz hamulcu. Zwróćcie także uwagę na wnętrze – tapicerkę, zaszycia i zaślepki, dlatego że widoczna ingerencja może świadczyć o częściowym pożarze, lub powodzi. To samo dotyczy zaślepek zewnętrznych – ich brak, tudzież ślady po wyjęciu to najczęściej konsekwencja groźnego wypadku.